Żegnaj macho, czyli El Saló dels Vins Naturals Barcelona 2020

Odkrywam Hiszpanię na nowo. Przyznaję też bez ogródek, że latami nieco ją deprecjonowałem, oceniając często przez pryzmat Riojy i czerwonych, przesadzonych osiłków w stylu macho. Tymczasem scena hiszpańskiego winiarstwa zmienia się tak szybko jak chyba nigdy dotąd. Zwłaszcza jeśli chodzi o wina naturalne i – pardon my french – niskointerwencyjne. Dziś tamtejsze winiarstwo, to raczej młody, długowłosy hipis z kwiatami we włosach, niż atleta po zajęciach z crossfitu. Jak smaczna i ekscytująca jest ta nowa Hiszpania, przekonałem się w lutym podczas festiwalu El Saló dels Vins Naturals Barcelona 2020 – na relację z którego zapraszam.

Czym jest El Saló dels Vins Naturals Barcelona?

To odbywający się od kilku lat w stolicy Katalonii, dwudniowy festiwal skupiający producentów win naturalnych, którym szacunek dla zrównoważonych upraw i hołdowanie zasadom ekologicznym, organicznym, czy biodynamicznym, leżą mocno na sercu. W tym roku większość wystawców pochodziła z Hiszpanii (z przewagą Katalonii),  choć pojawiło się też dużo gości z Francji oraz rodzynki z Włoch, Portugalii i… Japonii.

Nau Bostik – tłumy podczas El Saló dels Vins Naturals Barcelona 2020 © Piotr Wdowiak

Miejscem wydarzenia był offowy spot w dzielnicy La Sagrera – Nau Bostik. Jest to niesamowity przykład tego, jak Barcelona przekształca resztki przemysłu oraz przestrzeń industrialną we współczesne centra kultury. Nau Bostik, znajdujący się w starej fabryce klejów, nie został poddany jakiejś gruntownej renowacji. Poetyka miejsca jest surowa i nieco w stylu a’la ruina. 😉 Ściany całego kompleksu pokryte są malunkami i graffiti autorstwa najlepszych ulicznych artystów z Barcelony, i robią ogromne wrażenie (patrzcie na foty). W tym też alternatywnym, mocno undergroundowym klimacie odbywał się – czy pisząc dosadniej – leniwie snuł, sam festiwal. Wystarczy powiedzieć, że gdy danemu wystawcy nudziło się na stoisku, to je opuszczał. A gdy na przykład już ponad godzinę czekał na lód do schłodzenia butelek, to nie interweniował u organizatorów, bo gdzie tu się śpieszyć? I żeby nie było, mam porównanie, w ten sam weekend wziąłem udział w konkurencyjnej imprezie – Vella Terra Wine Fair na Estació del Nord de Barcelona, która to była bardziej festem z gatunku premium. Co nie zmienia faktu, że mnie ten konsekwentnie budowany, leniwy klimat El Saló dels Vins Naturals bardzo odpowiadał.

Salud! © Piotr Wdowiak

Przejdźmy jednak do wina i jego twórców, bo to jednak oni byli tu głównymi bohaterami. Poniżej moje zachwyty i odkrycia, czyli highlights El Saló dels Vins Naturals Barcelona 2020.

Vinos Ambiz – Sierra de Gredos, Hiszpania

Największy sztos festiwalu i winiarz – w pełni tego słowa – garażowy.

Fabio Bortolomei, Vinos Ambiz – mistrz pomarańczy spod Madrytu © Piotr Wdowiak

Włoch Fabio Bortolomei dorastał w Szkocji, ale ponad 20 lat temu przeprowadził się do Madrytu. Niedługo potem, w 2003 roku, postanowił zająć się swoją pasją, a i tradycją rodzinną – winiarstwem. Najpierw wynajął niewielką działkę z odmianą airén od starego winiarza w La Carabaña. Z tych winorośli zaczął wytwarzać wino korzystając z wynajmowanych garaży i innych przestrzeni, wokoło Madrytu i okolic Sierra de Gredos. W 2013 wraz z przyjacielem wynajął piwnicę starej spółdzielni win w wiosce El Tiemblo, gdzie założył własną bodegę. Obecnie posiada działki rozrzucone wokół wzgórz Sierra de Gredos. Klimat regionu, podobnie jak w Madrycie, jest kontynentalny. Bardzo gorąco w lecie i zimno w zimie, ale uprawy na wzniesieniach sprawiają, że ​​winogrona zachowują wystarczającą świeżość, aby się nie „ugotować”. Gleba złożona z granitu i piasku dobrze odprowadza wodę i zatrzymuje ciepło, wspomagając proces dojrzewania. Fabio pracuje z mało znanymi i często endemicznymi odmianami winogron, takimi jak doré, malvar, airén, albillo i chelva, a także bardziej popularnymi, jak sauvignon blanc, garnacha i tempranillo. Jest specem od win pomarańczowych, winifikuje przy użyciu amfory, stali nierdzewnej, plastiku i dębowych beczek, a także betonu. Produkcja rzadko przekracza 1000 butelek z jednej etykiety.

Wina Fabio Bortolomei – kraina pomarańczowego uniesienia © Piotr Wdowiak

Rosado 2018 to delikatna, świeżuteńka garnacha z wiśniowo-malinowym niuchem i ujmującymi, wręcz poziomkowymi ustami. ***** (4.5-5/6)

Airene 2019 (szczep airén, kilka dni maceracji na skórkach) to pierwsza pomarańczka ze stawki Fabio. W nosie gorzka skórka pomarańczy, mirabelki, marakuja. Piękne i smukłe ciało. ***** (5/6)

Alba 2019 (odmiana albillo real, 6 dni maceracji i dojrzewanie w amforze) to już absolutny sztos! Zapach charakteryzuje się skórką pomarańczy, suszem owocowym, herbatą, białymi kwiatami i żółtym jabłkiem. W smaku jest powabne, hedonistycznie kwaskowe i potoczyste. ****** (5.5/6)

Następne Chelva 2019 (z odmiany o tej samej nazwie), przeszło 4-dniową macerację na skórkach. W nosie sporo mirabelki, mango, ananasa i białych kwiatów. Odświeżające, jasne od słońca i ekstremalnie pijalne orange wine. Kolejny sztos, pyszności. ****** (5.5/6)

Pomarańczowe Sauvignon blanc 2019 bucha owocem cytrusów (mandarynka, pomarańcza, cytryna) i owoców egzotycznych. Kolejny hedonistyczny, kwaskowo słoneczny okaz!  ***** (5/6)

Czerwona Garnacha tinto 2017 to grenache ziołowy, ziemisty, lekko pikantny. Wino dojrzewało pół roku w beczkach, ale trudno to doprawdy wyczuć. Nos mami niedojrzałą wiśnią i truskawką. Kolejna butelka Fabio, która jest niemalże do schrupania.

Na koniec podczas przerwy winiarza na papieroska, spróbowałem dwóch pét-natów (biały z chelvy, czerwonawy z garnachy). Okoliczności przyrody – w pełnym słoneczku na zewnątrz Nau Bostik – były na tyle luźno-rozkoszne, że wybaczcie, ale obejdzie się bez notek. Jedno zapewniam – oba to totalne sztosy powyżej pięciu gwiazdek. Czy ten Włoch potrafi zrobić złe wino?!

Bodega La Senda – Bierzo, Hiszpania

Drugie wielkie odkrycie El Saló dels Vins Naturals. Urodzony i wychowany w Bierzo, Diego Losada, jest nieco mroczną osobowością i winiarzem z gatunku „anarchistycznych”. Jako nastolatek współtworzył zespół heavy metalowy, a muzyka stała się metodą na wyrażanie siebie i młodzieńczej frustracji. Po latach doświadczenia zebranego w tradycyjnych winiarniach, Diego postanowił wybić się na niepodległość i w 2012 roku założył Bodega La Senda – na małym areale na obrzeżach rodzinnego miasta Ponferrada. Do dziś kieruje się filozofię zaczerpniętą ze świata muzyki, aby tworzyć wina, które są uczciwe, bezkompromisowe i naturalnie wyraziste.

Diego Losada, Bodega La Senda. Fot. contrevinsetmarees.com

Jego wszystkie małe parcele rozsiane wokół doliny i stoków górskich Bierzo są starymi winoroślami (minimum 50 lat), o niskiej wydajności i zawartości substancji organicznej, ale bogatymi w minerały. Każda tutejsza parcela reprezentuje inny zestaw – glinę, wapień z łupków, żelazo, złoto lub kwarc (miliony lat temu dolina Bierzo była morzem śródlądowym). Klimat jest wymagający – długie, często bardzo mroźna zima i prawie zawsze zbyt wilgotne, krótkie lato. Jego wina dojrzewają w cemencie lub bardzo starych beczkach, wszystkie poddaje bardzo delikatnej maceracji na skórkach (kilka dni). Unika batonnage i jako samozwańczy radykał nigdy nie filtruje win, a na etapie pracy w piwnicy nie dodaje siarki. Uprawy to głównie klasyk z Bierzo, czyli mencia, a z białych godello, doña blanca, malvasia i palomino.

Wina „anarchistyczne” Diego Losady © Piotr Wdowiak

Pomarańczowe In a gadda da vida 2018 (50% godello, 30% doña blanca, 10% palomino, 10% malvasia) macerowało 8 dni na skórkach. To pomarańczka z gatunku mało ekstremalnych. Cieszy nutą dojrzałej pigwy, cytrusów, białych kwiatów i ziół. Zaraża soczystością i żwawą kwasowością.  ***** (5/6)

Kolejna butelka to novum jak na tego producenta i przy okazji najlepsze rose tego weekendu w Barcelonie. Une Rose de Blancs 2019 powstało w 100 procentach z odmiany mencia. Nos wypełniają nuty truskawki i kwaśnej wiśni. Usta są delikatne, kwaskowe, zaskakująco jak na producenta zwiewne. ****** (5-5.5/6)

Vindemiatrix 2018 (mencia zmieszana z białymi odmianami) raczy sporą dawką czerwonego owocu (jeżyny), ale też akcentem zwierzęcym, zaskakującą słonością i kwasowością a’la białe wina. ***** (5/6)

1984 Mencia 2018 dojrzewało 8 m-cy w beczkach z dębu i kasztana. Nos ponownie częstuję czerwonymi odniesieniami ze wskazaniem na jeżyny i wiśnię z pestkami. Mamy tu natomiast nieporównywalnie więcej struktury i akcent mineralny. Pyszota. ***** (5/6)

Następnym winem było El Aqueronte 2018, czyli mencia z pojedynczej parceli, winifikowana 11 m-cy w beczkach z kasztana. Uderza czerwienią owocu (wiśnie, jeżyny), poważną taniną i sporą dawką słonawej mineralności. ***** (5/6)

La Barbacana 2018 to kupaż alicante bouschet i mencii z jednej parceli. W nosie więcej czarnych owoców – jagody, jeżyny, śliwki. Mineralność spod znaku czarnej ziemi i znowu całkiem poważna tanina. Wino jest gęste i soczyście zbudowane, ale też bardzo soczyste. ****** (5.5/6)

In absentia 2018 (100% trousseau z pojedynczej parceli) częstuje świetnym owocem spod znaku maliny i truskawki pod rękę z nutami ziół śródziemnomorskich. Usta krągłe, potoczyste, pomimo użycia beczki, bardzo glou-glou. ***** (4.5/6)

Purulio – Granada, Hiszpania

Torcuato Huertas zaczynał swoją przygodę na początku lat 80., pomagając na winnicy słynnemu Manuelowi Valenzuela (Barranco Oscuro), swojemu wujkowi i mentorowi. Następnie przeszedł na swoje. Dziś uprawia skromne 3 hektary, na których rośnie szalona liczba 21 odmian.

Torcuato Huertas, Purulio – krewny słynnego Manuela Valenzueli © Piotr Wdowiak

Winnice znajdują się po północnej stronie pasma górskiego Sierra Nevada w Andaluzji na wysokości od 900 do 1200 metrów. Rodzina Huertasa produkowała tu wino do własnej konsumpcji już od 1890 roku. Tutejszy klimat jest kontynentalny, z długimi gorącymi letnimi dniami i chłodnymi nocami, w zimie normalną rzeczą jest śnieg. Winorośle położone niżej uprawiane są na glinie, te wyższe na odsłoniętym płaskowyżu czerwonej gleby, narażonym na burze śnieżne. Uprawy są organiczne, a wina wytwarzane bez dodatku siarczynów i fermentowane na rdzennych drożdżach. W piwnicy wcześniej używano tylko tinaja (amfor gliniastych), od pewnego czasu przeproszono się z dębowymi beczkami.

Wina Purulio – Andaluzja wciąż zachwyca © Piotr Wdowiak

Pomarańczowe Purulio Blanco 2018 to prawdziwe szaleństwo multiodmianowości. Jest blendem 10 szczepów, w tym sauvignon blanc, macabeo, palomino, chardonnay, viognier, albariño, torrontés, moscatel de Alejandria. Przeszło 3-dniową macerację na skórkach, następnie dojrzewało 4 miesiące w dębowej beczce. Nos częstuje cytrusami, białymi śliwkami i nutą orzecha. Świetna, zadziorna kwasowość i sporo struktury. Me gusta. ***** (5/6)

Purulio Tinto 2017 to kolejny szalony kupaż dojrzewający przez rok w małej dębowej beczce. Tym razem syrah, cabernet sauvignon, merlot, tempranillo, cabernet franc, pinot noir, petit verdot i garnacha. Zapach charakteryzuje się dużą ilością czarnych owoców, nutami ziołowymi i pikantnym niuansem. Wino jest cudownie soczyste i kwaskowe, bez pardonu zachęca do kolejnego kieliszka. ***** (4.5-5/6)

Vinyes Singulars – Penedès, Hiszpania

Vinyes Singulars to winiarnia z Pacs del Penedés w Katalonii, założona w 2011 roku. Wyrosła z posiadłości rolnej Cal Batlle w Penedes, uprawianej przez rodzinę od 1405 roku. Jej właściciele byli zaangażowani w sektor winiarski od ponad trzech dekad. Na czele projektu stoi Ignasi Seguí, który prowadzi politykę ukierunkowaną na minimalistyczną produkcję (również jeśli chodzi o wolumen nieprzekraczający 15 tysięcy butelek rocznie).

Ignasi Seguí, Vinyes Singulars – pét-naty ponad wszystko © Piotr Wdowiak

Specjalnością winiarni są pét-naty. Cała nieruchomość o powierzchni 120 hektarów (z czego 34 to winnice) jest podzielona na gminy Mediona, Sant Quintí de Mediona, Vilobí del Penedès, Sant Cugat Sesgarrigues, a zwłaszcza Pacs del Penedès. To w pełnym tego słowa znaczeniu gospodarstwo rolne, usłane drzewami oliwnymi i migdałowymi oraz uprawą warzyw i owoców. Większość zbieranych winogron sprzedawana jest do innych lokalnych winnic (często są to producenci cavy), gdyż celem Vinyes Singulars od zawsze było prowadzenie mikro-bodegi. Wiek winorośli waha się od 60 lat (głównie macabeu), aż do młodszych, 10-letnich krzewów.

Minipuca Ancestral 2018 to pierwszy musiak – pét-nat z xarel-lo. W nosie nieśmiały aromat jabłek, gruszek, śródziemnomorskich ziół z subtelny akcentem mineralności. Średnia budowa z wyraźną cytrusową owocowością i żywą kwasowością. ***** (4.5-5/6)

Pét-naty i spółka © Piotr Wdowiak

Malvasia de Sitges Ancestral 2018 czyli kolejny pét-nacik, tym razem z odmiany malvasia de Sitges, mało znanej (przetrwała tylko w Katalonii), choć to tak naprawdę bliski kuzyn malvasia di Lipari. Zazwyczaj robi się z niej wina słodkie z gatunku late harvest, tymczasem tutaj mamy przykład świetnego użycia w lekko musującym, wytrawnym wydaniu. Pét-nat pachnie morelami, świeżymi ziołami i cytrusami. W smaku podobnie. Drobna perlistość sprawia, że chce się do tego wracać i wracać. ***** (5/6)

Al rosa, l’amor s’hi posa 2018 (xarel-lo, macabeu, monastrell) to różowy freaky pét-nat o łososiowej barwie z drobnym musowaniem. Pachnie sokiem z malin i poziomek, jest ekstremalnie świeży i owocowy. Hedonistyczne usta z przewagą nut czerwonych owoców – malin, jagód, truskawek i granata. ***** (5/6)

Kolejna butelka to dla odmiany spokojne wino białe. Nos w Pim Pam 2018 (malvasia de Sitges, xarel-lo, macabeo, parellada, sumoll blanco) charakteryzuje się nutami bardzo świeżych białych owoców, cytrusów i kwiatów. W smaku ożywcze, przyjemna kwasowość i sporo struktury. ***** (5/6)

Wibrujące różowe Sumoi Barmei 2018 (sumoll negre) zachęca świeżością i energetycznym zapachem czerwonego owocu (truskawki) z nietypowym akcentem ziół polnych (tymianek i rozmaryn). Niebezpiecznie szybko znika z kieliszka. ***** (4.5-5/6)

La Vignereuse – Gaillac, Francja

Marine Leys w swoim życiu zawodowym zaczynała jako instruktor nurkowania i fotograf podwodny. Po rezygnacji z tych zajęć zaczęła uczyć się uprawy winorośli. Po ukończeniu edukacji (m.in. w Beaune), znalazła 5-cio hektarową winnicę do wynajęcia w Gaillac (Sud-Ouest) i… tak to się wszystko zaczęło.

Marine Leys, La Vignereuse. Fot. jennyandfrancois.com

Marine pracuje z mieszanką lokalnych odmian: mauzac, loin de l’oeil, braucol, duras, a także gamay oraz syrah. Winnice położone są na południowo-wschodnich zboczach płaskowyżu Cordais. Gleba jest wapienna. Wszystkie wina fermentują i dojrzewają w włóknie szklanym. Marine przy czerwonych nie stosuje siarki.

Mayga Watt Rose Pét-Nat 2018 (gamay) to niezły oryginał. W zapachu pojawiają się klimaty śliwkowe razem z zieloną nutą liści pomidora. Całości dopełnia zacna kwasowość i dobre musowanie. ***** (4.5-5/6)

Pomarańczowe mauzac jakie jest, każdy widzi © Piotr Wdowiak

Pomarańczowe Macération de Mauzac (mauzac) miało 9-cio tygodniowy kontakt ze skórkami, następnie dojrzewało przez 11 miesięcy w beczce i dodatkowe 2 miesiące w zbiorniku. W nosie nuty pomarańczy, bergamotki, eukaliptusa i herbaty. Usta pełne owocu (pomarańcza, bergamotka) i jurnej kwasowości, choć kończą to zaskakująco delikatne taniny. ***** (5/6)

Kunitsu wine – Japonia

Na koniec – last but not least – wina z Japonii! Tak, tak, nie musicie przecierać oczu, powstają tam, jak się okazuje, świetne wina naturalne. Winnica Kunitsu znajduje się w prefekturze Mie na wyspie Honsiu, blisko 50 km na południowy wschód od Kioto. Tomonori Torres Nakako, niezwykle młody spiritus movens całego projektu, ma hiszpańsko-japońskie korzenie. Jego wina są w pełni organiczne i wszystkie niefiltrowane.

Tomonori Torres Nakako z żoną, Kunitsu wine © Piotr Wdowiak

W trakcie degustacji pojawił się drobny problem z nieczytelnymi dla Europejczyka etykietami (sporo win opisanych jest japońskim alfabetem). Dla ułatwienia odsyłam więc do opisów graficznych przy notkach i galerii poniżej.

Edamatsu et Fuuruchi 2019 (wytłoczone ze znanej w USA odmiany delaware), to świetny niuch żółtego jabłka, żółtych śliwek i białych kwiatów, z orzeźwiającą kwasowością. Kuszące i po prostu przepyszne. ***** (5/6)

Etykieta z kobietą w niebieskiej sukience, czyli En este Cabo 2019 (chardonnay) to dużo białych owoców i dymna poetyka. Świetne jedwabiste usta i zadziorna kwasowość. ***** (4.5/6)

Odkrycie festiwalu – wina naturalne z Japonii © Piotr Wdowiak

Etykieta z napaćkaną różowo-fioletowo-niebieską farbką, czyli Kanno 2019 (merlot) to bomba czerwonych owoców, głównie malin. Nietypowa dla tej odmiany satysfakcjonująca kwasowość i ujmująca świeżość. Propsy. ***** (5/6)

„Etykieta z japońskimi znakami kanji” 2019 o nieodkrytej nazwie, czyli kupaż 5 nieznanych odmian (białych i czerwonych), cieszy jasnoczerwoną barwą. Wino leciuteńkie, truskawkowo-kisielowe w wyrazie, ale wystarczająco kwaskowe, żeby namieszać w głowie. Mniam mniam. ***** (5/6)

Naturalna winna Hiszpania (i nie tylko) potrafi cudownie zaskoczyć i zachwycić. Niestety żadnej z wymienionych butelek nie kupicie obecnie nad Wisłą. Polscy importerzy, to chwila dla was – pozwólcie się w tych winach zakochać.

Organizatorem wydarzenia było Asociación de Productores de Vinos Naturales – PVN. Do Barcelony podróżowałem na koszt własny.

2 myśli w temacie “Żegnaj macho, czyli El Saló dels Vins Naturals Barcelona 2020

  1. Kilka butelek Vinos Ambiz (albillo, Airene, sauvignon blanc, dwie czy trzy naturalne garnache) będzie w El Catador za kilka dni. Pojawią się też pomarańczowe/naturalne od Rubena Diaza (świetny i uznany winiarz, w latach 90. dostawał noty 97 pkt od Parkera za naturalne garnache i ma jedne z najlepszych działek garnachy i albillo), Chato Ganan i Daniela Ramosa.

    Polubienie

Odpowiedz na hubert Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: