Są wina na specjalne okazje. Takie, które stoją na półce czy w piwniczce latami, czekając na właściwy moment, właściwy nastrój, właściwych ludzi. Są też wina, które nie mają tej cierpliwości – które chcą być otwierane tu i teraz, do obiadu, do rozmowy, do życia. Riesling w moim prywatnym rankingu zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. I może właśnie dlatego, mimo swoich 591 lat historii, wciąż bywa, przez co niektórych, niedoceniany.
13 marca minęło 591 lat od pierwszej historycznej wzmianki o rieslingu, uznawanej za oficjalną datę narodzin tej odmiany. Tymczasem riesling nie zachowuje się jak nestor wszystkich szczepów świata. Jak „wielkie wino”. Nie przytłacza. Nie onieśmiela. Nie domaga się specjalnych rytuałów. Potrafi być lekki, wręcz filigranowy, a jednocześnie niesie w sobie głębię, której nie powstydziłyby się najbardziej nobliwe butelki świata. To trochę tak, jakby ktoś w jednym ciele zmieścił sprzeczności: prostotę i złożoność, świeżość i dojrzałość, powagę i bezpretensjonalność.
Mimo tej całej głębi, riesling pozostaje zaskakująco przystępny. Nie potrzebuje wysokich cen, żeby być dobrym. Nie wymaga wtajemniczenia, żeby sprawiał przyjemność. Można go pić bez analizy, bez notatek, bez zastanawiania się, czy wypada. To jedna z jego największych zalet – i być może jeden z powodów, dla których bywa bagatelizowany. Bo w świecie, który często myli jakość z powagą, łatwo przeoczyć coś, co daje radość bez wysiłku.
Riesling nie próbuje imponować. Nie musi. Ma w sobie coś demokratycznego, niemal egalitarnego – przekonanie, że dobre wino nie powinno wykluczać. Że może towarzyszyć codzienności, a nie tylko wyjątkowym chwilom. I że wyjątkowość często rodzi się właśnie z powtarzalności: z kolejnego kieliszka nalewanego przy kolacji, z rozmowy, która przeciąga się o godzinę za długo, z wieczoru, który nie miał być niczym szczególnym. Można więc powiedzieć, że riesling jest dobry na wszystko.

Tę tezę pięknie udowadniają dwa rieslingi, które otrzymałem z okazji urodzin odmiany od Niemieckiego Instytutu Wina. Pierwszy Weingut von Winning Deidesheimer Riesling 2022 (z Palatynatu) to wino klasy Ortswein (gminne). Fermentowało głównie w beczkach dębowych. Jest jasnożółte w ubarwieniu z lekko zielonym refleksem. W aromacie wyczujemy nuty dojrzałych żółtych jabłek, moreli, brzoskwini i miodu. W smaku orzeźwiające, szczodre, brzoskwiniowo-jabłkowe ze zrównoważoną kwasowością i szczyptą krzemiennej mineralności. Wino łączy w sobie finezję i świeżość z dobrą strukturą. Ocena: ***** (bardzo dobre – 5/6). Importer Winoland.

Drugi Weingut Leitz Magic Mountain Rüdesheim Riesling Trocken 2016 (z Rheingau) to blend winogron ze stromych zboczy winnic Grand Cru aka Grosses Lage Rüdesheimer Berg, zebranych na tydzień wcześniej przed najbardziej prestiżowymi winami klasy Grosses Gewächs. Fermentacja przebiegała w starych dębowych beczkach. Wino następnie leżakowało na osadzie w beczkach przez około 9 miesięcy. Jasnożółte w barwie. W nosie odnajdziemy polne kwiaty (rumianek), do tego nieco dojrzałej białej brzoskwini, odrobinę mango, bergamotkę, trawę cytrusową, a także woskowy-miodowy akcent. W smaku eleganckie, mocne i gęste. Sporo tu precyzyjnej kwasowości, mineralnego pazura, ale i zarazem kremowej konsystencji. Słonawy posmak długo pozostaje na podniebieniu. Bardzo atrakcyjny wstęp do rieslingów GG. Ocena: ***** (bardzo dobre – 5/6). Importer Winemates.
Skoro więc riesling naprawdę jest dobry na wszystko to może dlatego, po 591 latach, wciąż ma się zaskakująco dobrze. Świat się zmienia, mody przychodzą i odchodzą, a on wciąż robi swoje: opowiada o miejscu, o czasie i – przede wszystkim – o przyjemności, która nie potrzebuje wielkich słów.
